#3 Tydzień Filmowy: Teoria Wszystkiego

środa, lutego 25, 2015

Hej :)
Jesteśmy już w połowie tygodnia filmowego. Dzisiaj będzie to recenzja filmu, o którym na pewno słyszeliście- "Teoria Wszystkiego".
Ten film jest adaptacją Travelling to Infinity: My Life with Stephen autorstwa Jane Wilde Hawking, pierwszej żony Stephena Hawkinga. Musze przyznać, że historia przedstawiona w tym filmie mnie poruszyła. Na samym początku poznajemy młodego Stephena Hawkinga, studenta na Uniwersytecie w Oxfordzie,a następnie Cambridge. Studiował on nauki przyrodnicze, specjalizując się w fizyce. Miał bardzo dobrą pamięć, był o wiele lepszy od swoich rówieśników. Na pewnej imprezie w latach 60 poznaje on swoją przyszłą żonę Jane- studentkę humanistyki. Przegadali ze sobą całą zabawę. Przeciwieństwa się przyciągają. Stephen zaprasza Jane na bal i dzieje się to co miało się stać. Między czasie Stephen jedzie ze swoim profesorem i kilkoma znajomymi na wykład znanego matematyka. Podczas tego zdarzenia przychodzi mu na myśl pewna teoria, którą będzie starał się udowodnić. Niestety po małym incydencie główny bohater trafia do szpitala. Wykryto u niego stwardnienie zanikowe boczne. Oznaczało to, że jego mózg został nie uszkodzony, ale będzie miał problemy z poruszaniem się, przekazaniem swoich myśli, a w najgorszym wypadku dojdzie do śmierci. Lekarze przewidują, że zostało mu dwa lata życia. Stephen zaczyna ukrywać się przed wszystkimi w szczególności przed Jane. Ta chęć izolacji jednak wytrwała zbyt długo. Jane i Stephen biorą ślub. Mają potem trójkę dzieci. Główny bohater dostaję tytuł doktora, następnie profesora, wydaje książkę o swojej teorii i staje się słynny na całym świecie. Jednak choroba nadal postępuje, a Jane przestaje sobie dawać rady. Reszty filmu nie chce Wam zdradzać, bo nie mielibyście powodu żeby go obejrzeć.
Może Wam się wydawać, że ten film jest cały czas smutny, ale ja Wam zaprzeczę. Mimo, że historia ogółem jest przygnębiająca to nie brakuje tutaj kilku radosnych, śmiesznych i wyjątkowych chwil. Ten film jest po prostu taki życiowy, prawdziwy. Pokazuje, że mamy na swojej drodze wiele przeciwności, mogą być one większe lub mniejsze, ale mimo wszystko jeśli chcemy możemy być szczęśliwi.
Wisienkę na torcie w tym filmie dołożyła niesamowita gra aktorska. Ogromne oklaski należą się dla Eddie'go Redmayne, szczerze nie dziwie się temu, że dostał on Oscara za tą rolę, naprawdę zasłużył. Doceniona powinna być też Felicity Jones odtwórczyni żony Stephena. Spodobało mi się to, że nie została ona pominięta w tym filmie. Jane i Stephen grali jako aktorzy pierwszoplanowi. Wielkim plusem jest przede wszystkim to, że nie jest to tylko opowieść o genialnym astrofizyku, ale także o jego żonie, która musi zmagać się z chorobą męża.
Reasumując film oceniam 10/10.
Zwiastun:KLIK

Oglądaliście "Teorie Wszystkiego"? Spodobał Wam się ten film? A może jednak jeszcze nie poznaliście tej historii, a ta recenzja Was zachęciła do obejrzenia filmu? Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach :)


Dziękuje za czytanie,
Wiktoria.

6 komentarze

  1. Jeszcze nie oglądałąm tego filmu, ale mam zamiar szybko to nadrobić ! :D

    + Obserwuje
    Mój blog KLIK

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje się bardzo ciekawy. Jak będę miała chwilę wolnego czasu, to na niego zerknę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na twoim blogu jestem pierwszy raz, jednak muszę przyznać, że jest tu fantastycznie. Świetnie piszesz, a do tego dodajesz super zdjęcia. Na swój wiek wyglądasz bardzo dojrzale nie mówiąc o treści notek, jak dla mnie naprawdę extra!
    Zaobserwowałam i czekam na kolejne wpisy, mam nadzieję, że również ciekawe!
    www.niekontrolowanee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Zamierzam obejrzeć ten film :).
    Obs za obs? Jeśli tak to ty zacznij i napisz mi na blogu nataliafbl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń